O MNIE

Młoda, ciekawa życia osoba, lubiąca poznawać nowe rzeczy… to właśnie ja! Dlatego też wybrałam drogę związaną z informatyką, choć od dziecka komputer i moja osoba mijały się szerokim łukiem. Od kiedy zaczęłam odkrywać tajemnice branży IT wiedziałam, że to będzie coś czym będę mogła się zajmować oraz da mi to lepsze możliwości w przyszłości. Zabawy z komputerami czy laptopami dzielę z drugą pasją czyli sportem. Na co dzień trenuje na siłowni, jeżdżę na rowerze , rolkach i wszystkim na czym się tylko da:-)

OPINIA O PROJEKCIE

Chęć, okazja, motywacja… Te 3 rzeczy sprawiły dlaczego tutaj w Sewilli mam zaszczyt być. Idąc do ZSTiO wiedziałam, że ta szkoła daje możliwość odbycia praktyk poza granicami naszego kraju. Wiedziałam, że będę się starać o jedno z 30 miejsc dostępnych dla informatyków naszego technikum. Wszystko zaczęło się od rekrutacji, która miała 3 główne etapy. Stworzenie plakatu, przygotowanie listu motywacyjnego oraz CV w dwóch językach i rozmowa kwalifikacyjna również w dwóch językach. Od samego początku robiłam wszystko z jak największa starannością, bo wiedziałam, że dostaną się tu tylko najlepsze osoby. Trzeba było pokazać, że naprawdę nam zależy i podchodzimy do tematu poważnie. Byłam tak przejęta tym, że po samej rozmowie kwalifikacyjnej gdy tylko zamknęłam drzwi za sobą moje policzki zalały łzy. Łzy spowodowane stresem… możliwością, że ktoś inny może zająć moje miejsce. Całe szczęście moje starania doceniono owocnie. Udało się! Dostałam się do pierwszej piętnastki. To właśnie my przyjechaliśmy do Sewilli. O projekcie słyszałam bardzo wiele od starszych kolegów czy od nauczycieli. Były to dobre, jak i złe opinię. Ale usłyszeć coś a poczuć to na własnej skórze to dwa inne światy. Projekt dał nam możliwość poznania pięknego kraju i docenić zabytki, które on oferuje. Podnosimy swoje umiejętności językowe, umiejętności związane z branża IT oraz niektórzy z nas pierwszy raz odczuwają co to znaczy samodzielność. Te istotne elementy na pewno przydadzą się w przyszłości. Uważam, że warto starać się o takie praktyki, bo praca włożona w staranie się oby otrzymać ten zaszczyt odwdzięczy się z podwójnie. Powinnam również podziękować starszym kolegom, bez których bym się tu nie znalazła. Udzielili naprawdę cennych rad.

 

SPRAWOZDANIA Z PRACY

Wraz z Michałem pracujemy w serwisie komputerowym. Firma nazywa się Zakro PC. Od poniedziałku do piątku spotykamy się o 8:30 na Plaza de Cuba ( po naszemu „ na rondzie”). Następnie kierujemy się na przystanek autobusowy oddalony o 15 minut od ronda. Z przystanku zabiera nas autobus numer 28 i cała podróż nim zajmuje nam około 30 minut. Bardzo często przed pracą zahaczamy sobie o mały market „Dia” by skusić się na szybką zimna kawę. Prace rozpoczynamy o 9:30. Jak to w Hiszpanii zdarzają się dni kiedy nasza szefowa oraz pracownicy spóźniają się. Każdy dzień w pracy rozpoczynamy tak samo: włączamy komputery oraz zapoznajemy się ze sprzętem, który przynieśli klienci. Później przychodzi nasz przełożony José i mówi kto z nas co robi. Zdarzają się też momenty kiedy wspólnie z Michałem mamy burzę mózgów przy jednym z problemów. Najczęściej trafiają do nas komputery bądź laptopy z podobnymi problemami. Zajmujemy się instalacją systemów, aplikacji, wymianą komponentów, odzyskiwaniem danych, zabezpieczaniem plików itp. Mimo, iż w szkole uczono nas tylko „zabawy” z komputerami dostajemy również do naprawy telefony czy tablety. Nie jest to dla nas problem. Michał ma ogromną wiedzę, wiec mam okazje nauczyć się bardzo wiele. W firmie problemem jest fakt, iż nie możemy sobie usiąść. Ubikacja też pozostawia wiele do życzenia, przypomina bardziej magazyn niż miejsce gdzie oddaje się potrzeby fizjologiczne. Naszą szefową jest Laura, kobieta bardzo zabiegana i mało widać ją w naszym miejscu pracy. Jak wyżej napisałam naszym przełożonym jest starszy José. Zawsze do dyspozycji na miejscu i głównie zajmuje się przekazywaniem nam zadań i bezpośrednim kontaktem z klientami. Pracuje z nami również młodszy José, który jest chaotyczną osobą. Jest dowodem na to, że nie wszyscy Hiszpanie robią wszystko powoli. Czasami zastanawiamy się czy jego korzenie nie sięgają Azji, bo prędkość z jaką on naprawia sprzęt jest imponująca. Często pracuje z nami z tyłu w pomieszczeniu, ale jeśli jest więcej klientów idzie pomóc do przodu. Zawsze jest wesoły i często żartuje ale i tak samo często zdarza mu się coś ułamać ze sprzętu, który naprawiamy. Jest chyba najbardziej sympatyczną osobą w firmie i ma największy kontakt z nami. Przez pierwsze dwa tygodnie pracował z nami jeszcze jeden praktykant Albi, także Polak. Podobnie jak my dostał się tu dzięki programie Erasmus+, tylko był na innym projekcie. Zajmował się zaś stroną internetową w sklepie. Konkretnie miał za zadanie wpisywanie na stronę sprzętu firmy oraz umieszczania ich dokładnego opisu. Mimo tego ,że w pracy personel raczej nie potrafi mówić po angielsku to nie ma problemu z komunikacją. Porozumiewamy się ich łamanym angielskim ,hiszpańskim , gestami i czasem tłumaczem. Wraz z Michałem pracujemy do godziny 15:00 i resztę dnia mamy dla siebie.

 

ZAKWATEROWANIE

Mieszkam razem oraz dwiema dziewczynami z Włoch, które są tutaj również dzięki programowi Erasmus+. Lokalizacja, w której mieszamy jest wręcz idealna. Mamy blisko do głównej ulicy, do miejsca gdzie zawsze mamy grupowe spotkania i od samego centrum miasta dzieli nas zaledwie 10 minut drogi. Gospodyni jest miła, niestety nie potrafi ani jednego słowa po angielsku. Ale dla dziewczyn miałby to być problem?! Nie ma opcji! Bez problemu radzimy sobie okropnie łamanym hiszpańskim językiem, gestami i tłumaczem. Dla chcącego nic trudnego. Nasze dwie współlokatorki w mieszkaniu dobrze operują językiem brytyjskim więc tu nie mamy problemu z komunikacją. Dziewczyny są mniej więcej w tym wieku co my i przepełnia je chęć poznawania ludzi. Kiedy tylko mają okazję rozmawiają z nami i wypytują o różne rzeczy. Ilość posiłków dziennie w domu to trzy. Rano – śniadanie, każdy przygotowuje sobie sam i najczęściej samotnie je spożywa. Jest to spowodowane tym, że każdy zaczyna pracę o innej godzinie. Z rana jemy płatki z mlekiem bądź tosty z marmoladą/nutellą. Kolejny jest lunch. Znów każda z nas je go najczęściej oddzielnie, bo kończymy pracę różnie. Otrzymujemy o tej porze ciepłe danie najczęściej będące typowym daniem w Hiszpanii. Za każdym razem nasza host mama po hiszpańsku tłumaczy nam co to za potrawa, z czego jest zrobiona, a nawet skąd się wzięła. Wieczorem, punktualnie o 21:00 lub jak na Hiszpanię przystało chwilę później czeka na nas obiad. Myślę ,że jest to największy objętościowo posiłek podczas całego dnia. Otrzymujemy ryby w najróżniejszych postaciach, sałatki, kanapki, kiełbaski z rodzinną recepturą, omlety, warzywa, itp. Jedzenie, mimo że momentami bardzo odmienne od tego znanego nam wcześniej jest bardzo smaczne. Nie ma takiego dnia aby pani domu zostawiła nas bez posiłku. Nawet gdy przypada dzień wycieczki, informujemy o tym wcześniej naszą host mamę i ta przygotowuje dla nas lunch boxy. Niestety jak w każdym domu panują tu pewne zasady. Jedyna zasada ,która nam nie odpowiada to możliwość kąpieli tylko raz dziennie maksymalnie przez 5 minut. Przy klimacie gdzie temperatura dotyka 41 stopni to trochę nieprzyjemna sytuacja. Mamy dużą swobodę jeśli chodzi o wychodzenie z mieszkania. Każda z nas otrzymała swoje klucze i informacje, że możemy wychodzić kiedy i gdzie chcemy. Tylko wiadomo, rozważnie i ostrożnie.