O MNIE

 

Ambitny łucznik, niebanalny przyjaciel i zupełnie przeciętny informatyk. Szybki jak skała, ciężki jak wiatr. Do celu dążę na około, aczkolwiek sumiennie i starannie. Otwieram się na nowe doznania i z niecierpliwością czekam na to co przyniesie do mnie jutro.

 

OPINIA O PROJEKCIE

Pojedź na praktyki zagraniczne – mówili. Będzie fajnie – mówili. W sumie… mieli rację. Nowe wyzwania w postaci hiszpańskich wersji systemów komputerowych czy bariery językowe, problemy soft i hardwarowe oraz wiele innych przeciwności losu. Wysilasz wszystkie swoje zmysły by rozwiązać problem, ale okazuje się że to i tak czasami za mało. Przeszukujesz odmęty hiszpańskiego internetu w poszukiwaniu rozwiązania i nagle jest, jest, nareszcie koniec, kłopot zażegnany! Uczysz się na bieżąco, rozwijasz co trzeba, a reszty używasz by przeć na przód. Spoglądasz na swoje dokonania i widzisz postęp, możliwości jakie dał Ci program, zdobytą wiedzę i doświadczenia. Zatrzymujesz się, myślisz: Warto było, Ty też spróbuj.

 

SPRAWOZDANIA Z PRACY

Jeśli tylko śmiałem kiedykolwiek pomyśleć, że będą to cztery tygodnie bez szkoły, to przepraszam z całego serca. Tak, pracuję w szkole publicznej Thomas Ybarra. Ale nie byle jakiej szkole, oj nie, nie, nie. Nie gimnazjum czy liceum, tylko szkoła podstawowa łączona z… przedszkolem. Pierwsza myśl: O nie, nie wytrzymam z tymi biegającymi i krzyczącymi ciągle dzieciakami! Na szczęście z pomocą przyszedł mi hiszpański system szkolnictwa. Wygląda to dokładnie tak: przychodzę na 9:00 tak jak wszyscy uczniowie szkoły. Przy wejściu wita nas muzyka grająca przez radiowęzeł na terenie całego ośrodka. Uczniowie rozchodzą się do klas, z których nie wychodzą (na szczęście aż do końca dnia szkolnego, bez oczywistego wliczania długiej przerwy). Natomiast ja udaję się do pokoju nauczycielskiego, w którym to czeka na mnie w dzienniczku lista zadań do zrobienia spisane przez administratora sprzętu i sieci w szkole, będącego moim opiekunem. Są to zazwyczaj rzeczy bardzo ogólnikowe w stylu: komputer nie działa, nie ma internetu, nie ma dźwięku i inne tym podobne sprawy. Zazwyczaj kończy się na szybkim rozwiązaniu problemu. Ale jak tu rozwiązywać długo skoro okazuje się na miejscu, że komputer nie działa ponieważ nie został podłączony do prądu, czy wystarczy mocniej kabelek docisnąć:-) Bardzo podobnie z głośnikami. Raz po prostu był wyciszony na kółku głośności… tjaa, po co sprawdzić jak można zawołać „loco lnformático de Polonia”, (prześmiewcze określenie, którego używam mówiąc sam o sobie tłumaczone na coś w stylu: Szalony informatyk z Polski) który wszystko naprawi. Ale poza takimi oczywistymi banałami trafiają się też bardziej ambitne zadania pokroju: sprawdź czy działa drukarka czy podłącz laptopy do ładowania… Dobrze, bardziej na poważnie bo przez cenzurę nie przejdzie. Pracować muszę ze sprzętem około dziesięcioletnim z hiszpańskim (choć może lepiej napisać andaluzyjskim) systemem na bazie Linuxa nazwanym- Guadalinex. Zrobiony przez Hiszpanów, w Hiszpanii, po hiszpańsku wyłącznie w celu hiszpańskiego nauczania. (Ojj będzie mi się śnić po nocach.) Znaleźć coś na jego temat w innym języku niż hiszpański właściwie graniczy z cudem, co wcale niczego nie ułatwia. I tak aż do godziny 17:00 kończącej dzień pracy chodzę od sali do sali rozwiązując problemy wszystkich po kolei nauczycieli. Skądinąd wspaniałych ludzi, z którymi w chwili wolnej bądź w trakcie wykonywania zadania można porozmawiać na różne tematy łącząc mixy angielskiego i hiszpańskiego języka. Wszystko to: nauczyciele, problemy, dzieciaki pytające się o wszystko (po angielsku) stwarza bardzo przyjemną atmosferę pracy. Szkoda będzie kończyć praktyki w tak wspaniałym miejscu.

 

ZAKWATEROWANIE

Mieszkamy przy ulicy Fortaleza. Nasz dom znajduje się najbliżej miejsca spotkań z całej naszej grupy, jednakże wcale nam to nie przeszkadza by prawie zawsze się spóźniać. Nasza gospodyni to starsza kobieta o imieniu Gloria, która jest bardzo sympatyczna oraz zabawna (zwłaszcza kiedy śmieje się z poziomu naszego hiszpańskiego pytając czy wolimy banana czy plátano… oczywiście to jest to samo). W naszym mieszkaniu jest bardzo ruchliwie, gdyż każdego tygodnia przychodzą nowi współlokatorzy. Tym sposobem byliśmy już pod jednym dachem z parą Brytyjczyków, Rosjaninem, Azjatą i Słowenką. Doliczając do tego gospodynię Hiszpankę i nas dwóch Polaków robi nam się bardzo multikulturowo.

Każdy dom ma swoje zasady, u nas te są bardzo ogólnikowe, jeżeli nie będziemy jedli jakiegoś z trzech posiłków danego dnia wystarczy o tym poinformować. Nie posiadamy godzin o których maksymalnie musimy być w domu, jednakże warto poinformować o tym naszą gospodynię, żeby się nie martwiła. Odnośnie posiłków: śniadania, obiady, kolacje, tu za wiele się nie różni, no chyba że mowa o tym co znajdziemy na tych talerzach. Nietypowe połączenia dań typu jajko sadzone z gulaszem i ryżem polanym sosem pomidorowym. Zupy kremy na zimno (gdyż ciężko zjeść coś ciepłego gdy na dworze panują temperatury blisko 40 stopni) z dodatkiem “jamon”, czyli tutejszej szynki. Mimo, iż tutejsze potrawy są naprawdę pyszne, tęsknimy za naszym polskim schabowym ❤. W mieszkaniu nie jesteśmy zbyt często. Nasz dzień zaczyna się wstaniem o godzinie 7:00, zjedzeniu śniadania i pójściu, każdy w swoją stronę, do pracy. Wracamy ok. 15:30-17:30 by zjeść obiad, chwilę odpocząć i zacząć swoje życie w hiszpańskiej Sewilli, chodź te zaczyna się tutaj dopiero ok.20:00.

Ludzie wychodzą na ulicę aby się spotykać w towarzystwie oglądając mecze, podziwiając uliczne pokazy tańca utalentowanych artystów. My również spędzamy wolny czas w ten sposób aklimatyzując się. Ok godziny 21:00 wracamy do domu by zjeść kolację (której głównym, nieodłącznym elementem jest sałata oblana octem i oliwą z oliwek) i porozmawiać ze swoimi bliskimi przy pomocy różnego typu komunikatorów. W ten oto sposób mija nam czas w słonecznej Hiszpanii.