O MNIE

Interesuję się fotografią oraz grafiką komputerową. W wolnym czasie spotykam się z przyjaciółmi lub spędzam czas z rodziną. Praktyka w Hiszpanii jest dla mnie niezwykłą przygodą, dzięki której mogę poznać inną kulturę, zwiedzić parę ciekawych miejsc oraz nauczyć się kilku nowych rzeczy.

OPINIA O PROJEKCIE

Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę miała możliwość odbycia praktyki za granicą, a tym bardziej w ciepłej i pięknej Hiszpanii. Podczas rekrutacji twierdziłam, że na pewno się nie dostanę, a później miła niespodzianka – moje nazwisko na liście. Miałam okazję mieszkać oraz pracować w Sewilli. Praktyka w firmie przebiegła bardzo dobrze, atmosfera w pracy była bardzo miła, wszyscy traktowali się na równi i zawsze było co robić. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy związanych z naprawianiem telefonów komórkowych, tabletów, komputerów czy nawet konsol. Miałam możliwość podszkolić swój język i przekonać się czy dam radę się z kimś porozumieć. Praktyka w Hiszpanii jest niesamowitą przygodą wartą przeżycia.

 

SPRAWOZDANIA Z PRACY

Praktykę odbywam w niewielkim serwisie o nazwie „LabCheap”. Firma znajduje się w znacznej odległości od mojego miejsca zamieszkania. Dojazd zajmuje około 40 minut, na szczęście jest to tylko jeden autobus, a przystanek znajduje się 10 minut od domu. Do firmy jeżdżę z Danielem, z którym przypadło mi pracować, dzięki temu czas w autobusie leci szybciej. Czasem gdy mamy już siebie dość lub po prostu nie mamy tematów do rozmów zakładamy słuchawki i słuchamy muzyki.

Po wejściu do firmy ukazuje się sklep jak i punkt odbioru zepsutego sprzętu. Kierownikiem tej części firmy jest Oscar. Głównie to on rozmawia z klientami, odbiera zepsuty sprzęt oraz wydaje ten naprawiony. Jego pomocnikami są Abdul, Alfonso oraz Miguel Junior (tak „Junior” jest konieczne, gdyż jest on synem szefa: Miguela) odpowiadają oni za zarządzanie bazą klientów oraz dostarczenie potrzebnych do napraw podzespołów na serwis znajdujący się nad sklepem, zaraz obok gabinetu szefa Miguela. W serwisie kierownikiem jest Mario, wyznacza on zadania i pomaga, gdy jest taka potrzeba. Praktykę odbywa tam również Andreas tyle, że jest on Hiszpanem i  służy nam jako translator, ponieważ tylko on rozumie i potrafi powiedzieć coś po angielsku. Pozostali pracownicy to David, Fran oraz Luijan. Pracownicy nie raz zaskoczyli nas witając się z nami słowami „dzień dobry” czy „cześć”, pytając „jak się masz?”. Było to naprawdę bardzo miłe z ich strony. Nie poznali oni jednak najpopularniejszego słowa na „k”, więc mój kolega postanowił ich tego nauczyć. Wyszło mu to rewelacyjnie.

Codziennie jest coś innego do roboty. Naprawiamy komputery, laptopy, tablety, telefony, drukarki, a nawet zdarzają się serwery czy konsole. Uczymy się jak wymienić ekran, jak oczyścić pewne komponenty, jak sprawdzić co nie działa i dlaczego. Chcąc naprawić płytę główną, często musimy wymienić jeden czasem bardzo malutki element, do tego służy nam lupa i lutownica, której obsługi musieliśmy się nauczyć, bo poparzenie 380 stopniami mogłoby boleć, a tak mi się przynajmniej wydaje.

Pracuję w godzinach 9:00-15:00 od poniedziałku do piątku. W pracy mamy jedną przerwę śniadaniową, którą spędzamy na dworze wygrzewając się na ławeczce i dzwoniąc do swoich rodzin lub idąc do restauracji śniadaniowej znajdującej się zaraz obok firmy na przepyszne bagietki z szynką i tortillą, które oczywiście spożywamy we wspólnym gronie w firmie. Raz udało nam się nawet załapać na wspólny obiad, gdyż raz w miesiącu w trakcie sjesty jeżdżą oni na „cheap american food”, czyli nic innego jak pizza, hot-dog czy frytki z nuggetsami.

W pracy panuje miła atmosfera, z pracownikami firmy a szczególnie serwisu, wydaje mi się, że nawiązaliśmy pewnego rodzaju więź. Często się śmiejemy, słuchamy muzyki a nawet śpiewamy. Wszyscy jesteśmy w podobnym wieku, więc to pewnie dzięki temu tak dobrze się dogadujemy.

Aczkolwiek nie zawsze było tak kolorowo. Początek. Pierwszy dzień. Pierwsze zadanie. Konfiguracja systemu, niby nic trudnego, póki nie musisz zrobić tego po hiszpańsku. Mieliśmy chwilowy kryzys, ale po uspokojeniu emocji okazało się, że nie było to takie trudne i dużo rzeczy możemy zrobić dzięki pamięci wzrokowej, bo przecież rozmieszczenie jest to samo. Z tego co zauważyliśmy Hiszpanie bardzo poważnie podchodzą do tekstu: “Nie działa!? A spróbowałeś wyłączyć i włączyć?”. Jest to rozwiązaniem naprawdę na wszystko.

 

Praca w LabCheap jest bardzo przyjemna i ciekawa, wiele rzeczy się tam nauczyłam. Dowiedziałam się, że nasze sprzęty jednak nie są takie delikatne i dość sporo siły można, a czasem nawet trzeba użyć żeby coś zdjąć lub otworzyć i nie ma co obawiać się zniszczeń. Bałam się pracy w serwisie, bo interesuje się raczej grafiką , ale okazało się to niezwykłą przygodą i całkiem przyjemnym zajęciem.

 

ZAKWATEROWANIE

Mieszkam razem oraz dwiema dziewczynami z Włoch, które są tutaj również dzięki programowi Erasmus+. Lokalizacja, w której mieszamy jest wręcz idealna. Mamy blisko do głównej ulicy, do miejsca gdzie zawsze mamy grupowe spotkania i od samego centrum miasta dzieli nas zaledwie 10 minut drogi. Gospodyni jest miła, niestety nie potrafi ani jednego słowa po angielsku. Ale dla dziewczyn miałby to być problem?! Nie ma opcji! Bez problemu radzimy sobie okropnie łamanym hiszpańskim językiem, gestami i tłumaczem. Dla chcącego nic trudnego. Nasze dwie współlokatorki w mieszkaniu dobrze operują językiem brytyjskim więc tu nie mamy problemu z komunikacją. Dziewczyny są mniej więcej w tym wieku co my i przepełnia je chęć poznawania ludzi. Kiedy tylko mają okazję rozmawiają z nami i wypytują o różne rzeczy. Ilość posiłków dziennie w domu to trzy. Rano – śniadanie, każdy przygotowuje sobie sam i najczęściej samotnie je spożywa. Jest to spowodowane tym, że każdy zaczyna pracę o innej godzinie. Z rana jemy płatki z mlekiem bądź tosty z marmoladą/nutellą. Kolejny jest lunch. Znów każda z nas je go najczęściej oddzielnie, bo kończymy pracę różnie. Otrzymujemy o tej porze ciepłe danie najczęściej będące typowym daniem w Hiszpanii. Za każdym razem nasza host mama po hiszpańsku tłumaczy nam co to za potrawa, z czego jest zrobiona, a nawet skąd się wzięła. Wieczorem, punktualnie o 21:00 lub jak na Hiszpanię przystało chwilę później czeka na nas obiad. Myślę ,że jest to największy objętościowo posiłek podczas całego dnia. Otrzymujemy ryby w najróżniejszych postaciach, sałatki, kanapki, kiełbaski z rodzinną recepturą, omlety, warzywa, itp. Jedzenie, mimo że momentami bardzo odmienne od tego znanego nam wcześniej jest bardzo smaczne. Nie ma takiego dnia aby pani domu zostawiła nas bez posiłku. Nawet gdy przypada dzień wycieczki, informujemy o tym wcześniej naszą host mamę i ta przygotowuje dla nas lunch boxy. Niestety jak w każdym domu panują tu pewne zasady. Jedyna zasada ,która nam nie odpowiada to możliwość kąpieli tylko raz dziennie maksymalnie przez 5 minut. Przy klimacie gdzie temperatura dotyka 41 stopni to trochę nieprzyjemna sytuacja. Mamy dużą swobodę jeśli chodzi o wychodzenie z mieszkania. Każda z nas otrzymała swoje klucze i informacje, że możemy wychodzić kiedy i gdzie chcemy. Tylko wiadomo, rozważnie i ostrożnie.